płacz mija, duszę go, połykam.
jego oczy nie widzą leku w moich oczach. a ja nigdy nie podejrzewałam siebie o taki rodzaj strachu, kiedy przerażenie wypełnia po same kończyny. czuje się bezbronna jak obdarty ze skrzydeł ptak.
pragne Jego dłoni, warg przywartych do moich spękanych, i głosu powodującego euforie nie wwiercającego się w myśli powodując przerażenie i chęć ucieczki.
to sytuacja, w której wcale nie jestem panem, nie jestem nawet ofiarą, jestem pachołkiem wyszarpującym się nieudolnie, nie myślałam, że można nie umieć zapanować nad własnymi emocjami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz